W niedzielne popołudnie Eugeniusz Wiszniewski spotkał się z mieszkańcami Bielska Podlaskiego, którzy koncert Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk połączyli z obejrzeniem jego wystawy malarstwa związanej z 50. jubileuszem pracy twórczej.
Wiszniewski oprowadził gości po swojej wystawie, opowiadając o rzemiośle malarskim, którego kunszt ceni bardzo wysoko i w którym wciąż, mimo dziesięcioleci tworzenia, doskonali się, będąc sam dla siebie najsurowszym krytykiem.
Zwiedzających interesował jego warsztat malarski i byli zdumieni, że malarz – członek Związku Polskich Artystów Plastyków, którego prace wystawiane był w Europie, Stanach Zjednoczonych, Australii, Japonii – jest samoukiem.
– To, co maluję bierze się przede wszystkim z uważnego patrzenia – mówił artysta. Przyznał, że precyzja detali, barw, faktur jest tym, co uwielbia odtwarzać i czemu poświęca żmudne, długie godziny nad płótnem.
– Co powoduje, że Eugeniusz Wiszniewski, wiedzony instynktem malarza, wciąż tworzy pejzaże? – pisał parę lat temu Andrzej Koziara we wstępie do albumu „Malarze Podlasia”. – To, co zawsze – podziw i tajemnica. Podziw dla piękna i nieodparta chęć zgłębienia tajemnicy wiecznotrwałej i wielorakiej, tak bliskiej, a przecież nigdy do końca nie odgadnionej natury. Malując pejzaże Wiszniewski dopisuje swój rozdział do wiecznie snutej, nigdy nie skończonej opowieści człowieka o obrazie świata.
Wciąż aktualna refleksja. Goście Eugeniusza Wiszniewskiego z Bielska Podlaskiego docenili piękno jego pejzaży, długo wpatrując się w jesienne i zimowe obrazy.
Fot. M. Heller
